Wszyscy kochamy turniejowe otwarcia. Środek nocy 17 czerwca, wielkie oświetlenie w Kansas City i wjeżdżają oni – obrońcy tytułu napędzani blaskiem Leo Messiego. Bukmacherzy patrzą na nazwiska, widzą mistrzów świata grających z zespołem z Afryki i już liczą zyski z zakładów na kanonadę. Główne linie na liczbę goli są wystawione tak, jakbyśmy za moment mieli oglądać radosny festiwal strzelecki. I właśnie tu analitycy od kursów wpadli we własne sidła, ignorując absolutnie kluczowy, strukturalny defekt w maszynie z Ameryki Południowej. My z litości ich z błędu nie wyprowadzimy, za to z uśmiechem na ustach uderzymy w to potężne niedopatrzenie.
Złamane lewe skrzydło i środek zabetonowany na amen
Złotym kluczem do tego meczu jest jedno nazwisko, którego we wczesnych godzinach środowych nie zobaczymy na murawie. Nicolás Tagliafico leczy uraz, co wywraca do góry nogami całą koncepcję ataku Albicelestes. Lionel Scaloni jest zmuszony postawić na lewej obronie nominalnego stopera, czyli Facundo Medinę albo Lisandro Martíneza. Co to oznacza w praktyce? Koniec z ofensywnym rozmachem na flance. Zamiast szerokiej gry i groźnego oskrzydlania, mistrzowie świata naturalnie i boleśnie będą ściągać wszystkie swoje akcje do środka boiska.
A tam już czeka na nich gęsta, piłkarska zaprawa murarska. Vladimir Petković to stary wyjadacz, w jego słowniku nie ma czegoś takiego jak „naiwny futbol”. Algieria wyjdzie cynicznym układem 3-4-2-1, tworząc niezwykle zwarty blok defensywny. Ramy Bensebaïni idealnie potrafi dyrygować tą linią i dokładnie wie, jak uprzykrzać życie faworytom. Widzieliśmy zresztą ten skrajnie wciągający plan w ich sparingu z Urugwajem, gdzie z sukcesem odcięli rywali od pola karnego. Dodajmy do tego odradzającego się w bramce Lucę Zidane’a i mamy gotowy przepis na absolutne bicie głową w algierski mur.
Pragmatyzm zamiast kanonady w otwarciu mistrzostw
Nie dajmy się porwać narracji, że Argentyna musi od pierwszej minuty wgniatać „Lisy Pustyni” w pole karne aż zaczną pękać. Scaloni wielokrotnie już udowodnił, że perfekcyjnie rozumie turniejowy pragmatyzm. Rozbijanie zespołu z afrykańskiego kontynentu pięcioma golami nie daje dodatkowych punktów. Atak rzadki od lewej strony połączony z gęstą obroną wymusi powolne, niemal usypiające zawiązywanie akcji z dużą ilością podań zwrotnych i wymuszonych obiegów.
Co z urazami u obrońców tytułu? Dibu Martínez jeszcze niedawno chodził tutaj ze złamanym palcem, więc sam też wolałby spokojny, niechaotyczny wieczór w Kansas. Z kolei mocno naciskający na piłkę Julián Álvarez dopiero zgłosił powrót z gabinetów po problemach z kostką. Mistrzom wystarczy wymęczone, kontrolowane i w pełni zdominowane podaniami 1:0. Algieria też nie rzuci się samobójczo odrabiać ewentualnych strat, bo ich celem jest walka o awans z Austrią i Jordanią, gdzie ujemny stosunek bramek bywa przekleństwem. Handicapy w stronę zespołu Petkovicia kuszą okrutnie, ale nic tu tak głośno nie krzyczy o potężnej inwestycji, jak spodziewane tu totalne „zamulenie” gry w środku pola i mała liczba trafień.





