Arabia Saudyjska pod Donisem wyraźnie się ustabilizowała. Po chaotycznych marcowych porażkach Saudowie pokazali w czerwcowych sparingach, że potrafią grać zwarto i nie rzucać się na pierwsze minuty. Spotkanie z Senegalem pokazało dyscyplinę, a zwycięstwo z Portoryko potwierdziło, że mają broń ofensywną, gdy znajdą przestrzeń za plecami obrońców.
Urugwaj przyjeżdża z problemami, których linia nie do końca wyceniła. Brak Ronaldão Araújo to strata najlepszego defensora do krycia w wysokim pressingu. José María Giménez najprawdopodobniej nie zacznie meczu, a Giorgian De Arrascaeta, najważniejszy kreator w środkowej strefie, odpada całkowicie. To trzy braki, które uderzają dokładnie w to, co Bielsa chce robić: wysoki pressing, szybkie odzyskiwanie i grę w tercji rywala.
Saudyjczycy nie zamierzają tylko się bronić. Donis jasno powiedział, że chcą atakować Urugwaj i nie czekać na rozwój wydarzeń. W upale Miami taka postawa może być groźna — zwłaszcza gdy Urugwaj będzie musiał budować z tyłu bez swoich najlepszych stoperów. Każde niecelne podanie przy własnym polu karnym może skończyć się kontrą z Salemem Al-Dawsari lub Firasem Al-Buraikanem.
Bielsa lubi intensywność i narzucanie tempa, ale bez De Arrascaety brakuje mu kogoś, kto potrafi rozbić niski blok precyzyjnym podaniem lub dryblingiem. Valverde i Núñez dadzą jakość, jednak powtarzające się ataki pozycyjne przy osłabionej linii defensywnej często kończą się stratami zamiast czystymi sytuacjami.
Spotkanie w Miami to klasyczny przypadek, gdzie klasa faworyta jest realna, ale konkretne braki kadrowe sprawiają, że dwubramkowa przewaga staje się znacznie mniej prawdopodobna. Saudowie są zorganizowani, zmotywowani i gotowi na długie 90 minut. To wystarczy, żeby Urugwaj musiał ciężko pracować nawet o jeden gol.





