Kiedy patrzysz na kursy, możesz odnieść wrażenie, że reprezentacja Belgii wychodzi na spacer na plaży, a nie na naładowany emocjami pierwszy mecz mistrzostw świata. Analitycy zapatrzyli się w niedawne demolażowe wyniki z bezbronną defensywą Tunezji czy rozjechanie słabiutkiego Liechtensteinu. Wpadli w pułapkę własnych iluzji i uwierzyli, że Czerwone Diabły z łatwością zgniotą kolejnego oponenta. Prawda jest jednak brutalna i pachnie ogromnymi problemami dla faworytów na murawie w Seattle. Przepompowany rynek to idealne miejsce, by wymierzyć cios.
Zęby wyrwane przed pierwszym gwizdkiem
Główny powód, dla którego kursy tak drastycznie rozmijają się z rzeczywistością, nazywa się Romelu Lukaku i siedzi pod kocem na ławce rezerwowych. Ten fizyczny potwór, absolutny taran, wokół którego zazwyczaj obraca się gra w zatłoczonym polu karnym, nie jest w pełni gotowy do gry od pierwszej minuty. Co to oznacza w wielkim futbolu? Cały system zaczyna zgrzytać. Kevin De Bruyne i Jeremy Doku to fantastyczni kreatorzy, ale bez silnego punktu odniesienia z przodu, zaczną sterylnie klepać piłkę po obwodzie. Cała formacja traci swoją siłę przebicia i staje się zwyczajnie zbyt lekka, by taranem wejść w pole karne.
Zamiast bezpośredniego i ostrego zagrożenia, czeka nas pewnie festiwal setek podań i bezradne wchodzenie w zbitą organizację rywala. Warto przypomnieć, że w obronie faworytów brakuje też kontuzjowanego Zeno Debasta. To zmusza beligjskiego sztabu do szycia pary stoperów na kolanie i buduje potężną lukę obronną, za którą faworyci mogą słono zapłacić podczas szybkich powrotów na własną połowę.
Faraonowie uwielbiają psuć krew wirtuozom
Jeśli komuś wydaje się, że Egipt tak po prostu rozłoży czerwony dywan i pozwoli obijać swoją bramkę, czas na mocną pobudkę. To ekipa twarda jak skała. Udowodnili to dobitnie, potrafiąc wyciągnąć bezbramkowy remis z techniczną i wściekle atakującą Hiszpanią, a nawet mocnej Brazylii postawili się tak mocno, że ulegli tylko jedną bramką. Egipcjanie grają głębokim, zwartym blokiem, który doprowadza do skrajnej furii zawodników polegających na szybkich rajdach. Są mistrzami w zamienianiu urokliwych meczów w taktyczne błoto.
Dodajmy do tego jeszcze jedną broń masowego rażenia w ich arsenale. Podczas gdy faworyt będzie w pocie czoła szukał sposobu na otwarcie wyniku atakiem pozycyjnym, na spuszczonego ze smyczy czeka już Mohamed Salah. W duecie z Omarem Marmoushem na wolnej przestrzeni są zdolni rozszarpać absolutnie każdą eksperymentalną defensywę, wyskakując z potężnym kontratakiem na połowę rywala przed każdym potknięciem faworytów.
Handicap dla tych, którzy doceniają walkę
To nie będzie jednostronny pogrom i efektowny popis. Czeka nas widowisko pełne harówki, fizycznej rąbaniny i wielkiej frustracji zacinającej się maszyny Garcii. Nawet jeśli Czerwone Diabły wciskając w końcu piłkę do siatki wyszarpią z tego spotkania trzy punkty na gołym rzemiośle, nie ma tu mowy o żadnym bezpiecznym, dwubramkowym laniu. Opowieści o totalnej dominacji de Bruyne na starcie turnieju to ułuda, z którą warto i należy bez cienia wątpliwości grać.





